Category Archives: Tess Makovesky

Niżej ziemi nie upadniesz – Tess Makovesky (przeł. Sonja Block)

Kiedy ta suka weszła, Johnny siedział właśnie przy laptopie. Ślęczał z opuszczoną głową nad jedną ze swych ukochanych stron, na których dziewczyny robiły dla niego wszystko, czego zechciał. Oczywiście kosztowały fortunę, ale to nie miało znaczenia, gdy widział, jak ochoczo starały się go zadowolić. A potrafiły to zrobić jak mało kto. Siedział z ręką w spodniach, już prawie dochodził. Nie potrzebował by w takiej chwili ta suka zawracała mu głowę.

– Czego, kurwa, chcesz?

Skrzywiła się. W ustach trzymała nieodłącznego papierosa.

– Znowu ten syf? Myślałam, że zgodziłeś się więcej nie odwiedzać tych stron.

– Pieprz się. Dopóki ja płacę rachunki, w swoim domu mogę robić, co mi się podoba.

– To lepiej je zapłać, bo ja już więcej tego nie zrobię. Nie po to urabiam sobie ręce po łokcie, żebyś ty mógł sobie trzepać przed bandą psycholek.

– Działają na mnie znacznie lepiej, niż ty kiedykolwiek.

Znów wykrzywiła usta.

– Mnie to wygląda na zwykły występ popaprańców. I tak samo pachnie. Śmierdzi tutaj, nie możesz otworzyć okna i wpuścić trochę świeżego powietrza?

Nie chciał otwierać okien, chciał tylko zostać sam, oglądać, wydawać rozkazy i znowu oglądać. Spróbował złapać ją za ramię, ale chybił. Kołysząc się, podeszła do okna, odsunęła zasłony i otworzyła okno na oścież.

Słońce zakłuło go w oczy. Zbyt długo siedział w ciemności i nagła jasność była bolesna.

– Kurwa, próbujesz mnie oślepić?

– Przynajmniej nie oglądałbyś tego gówna – uśmiechnęła się, a on zapragnął pozbawić ją tego głupiego uśmieszku razem z zębami.

Ale nie mógł. Już raz próbował, a wtedy przyprowadziła swojego brata–psychola. Bał się jej brata jak ognia, bo ten już odsiedział swoje za pobicie jakiegoś starego dziada niemal na śmierć. Suka mówiła, że to on jest złym człowiekiem, ale jej brat był jeszcze gorszy.

Oczy przywykły mu już do paskudnego światła, które ujawniło kurz i odpadki po setce samotnych nocy. Kartony po pizzy, puszki po piwie, butelki whisky na nowo napełnione sikami… Przypuszczał, że można było nazwać to bałaganem. Wraz ze światłem do pokoju wpuszczona została paskudna substancja zwana świeżym powietrzem i napełniła pomieszczenie zapachem świeżo skoszonej trawy. Kichnął.

– Na litość boską, zamkniesz ty to okno? Wiesz, że o tej porze roku mam katar sienny.

– Masz katar sienny, bo nie wychodzisz z domu. Spójrz na siebie. Dopust boży po prostu.

Jej uśmiech stał się złośliwy, a widok otwartego okna zaczął podsuwać mu nowe pomysły. Świeże i obrzydliwe pomysły, których do tej pory jeszcze nie rozważał. Jego wizje wiązały się z długim, bardzo długim upadkiem i uderzeniem w beton podwórka daleko w dole. Jak będzie martwa, to nie zadzwoni po brata. Z wysiłkiem podniósł się na nogi i zapiął rozporek. Wyglądało to niemal na wyrok przeznaczenia. Stała tuż przy oknie, z łokciami na parapecie i strącała popiół z papierosa za okno. Musiał tylko podejść ją ukradkiem i użyć swej wagi, by wypchnąć sukę na zewnątrz. Walczyła, ale nie mogła dorównać jego sile. Przesadził ją przez parapet. Przez ułamek sekundy balansowała jak delfin na drążku, a potem wrzasnęła i spadła.

– Ty draniu… – usłyszał krzyk, który zdawał się trwać wieki, aż w końcu ucichł.

Uśmiechnął się lekko i poczłapał do swojego biurka. Teraz mógł się wreszcie skupić, a ona już nie dyszała mu w kark. Teraz mógł dokończyć niezałatwione sprawy. Usiadł i rozpiął rozporek.

 

***

Już niemal kończył, gdy weszła ta suka. Ręka zamarła mu na przyrodzeniu i omal się nie posikał.

– C–co jest, kurwa?

Otarła krew z twarzy i uśmiechnęła się.

– Cześć, Johnny, nie spodziewałeś się mnie?

– Ale przecież… ty nie żyjesz. Wypadłaś z okna. Słyszałem uderzenie.

– Tak, słyszałeś uderzenie. To ja odłupałam kamień od muru w ogrodzie. – Podniosła zielonkawy kawałek kamienia, dość mały, by mieścił się w jej dłoni, ale dość duży, by móc nim robić krzywdę.

– Tak, ale… nie rozumiem. Jak można spaść z tak wysoka i nie umrzeć?

Wyszczerzyła zęby w gadzim uśmiechu.

– Z wysoka, Johnny? Zapomniałeś? Zamieniłeś się pokojami w zeszłym miesiącu. Jesteśmy na parterze.

Rzeczywiście, zapomniał. Świadomość błędu zabolała jak porządny kopniak. Dużo potężniejszy ból nastąpił jednak, gdy od strony drzwi nadleciał kamień. Trafił go prosto w głowę. Poczuł rozdzierający ból, a potem wszystko poszarzało.

– Powinno wystarczyć – usłyszał poprzez fale bólu zalewające mu czaszkę – żeby cię powstrzymać, aż zjawi się tutaj mój brat.

 

***

Tess, dziewczyna z Liverpoolu, obecnie mieszka na stałe na dalekiej północy Anglii, gdzie przechadza się po wzgórzach z parasolką, wymyślając nowe historie i zaskakując przypadkowe owce. Jej odważne opowiadania zwykle odzwierciedlają jednak ciemne i obskurne zaułki jej poprzedniego domu – Birmingham. Jej pisaninę można śledzić na stronie http://tessmakovesky.wordpress.com